Znalezienie wolnego miejsca parkingowego w Warszawie graniczy z cudem. A będzie jeszcze gorzej. Centralni planiści z Urzędu Miasta wypowiedzieli bowiem wojnę kierowcom. Wzorując się na postępowych zielonych i czerwonych władzach z innych stolic europejskich, postanowili zniechęcić kierowców do jazdy samochodami.
Znaleźli na to kilka prostych sposobów. Opierają się one, jak to w biurokracji, na przymusie i karach. Wymienię parę najgłupszych, które zawarte są w 174. stronicowym dokumencie pt. “Strategia Zrównoważonego Rozwoju Systemu Transportowego Warszawy do 2015 roku i na lata kolejne, w tym Zrównoważony Plan Rozwoju Transportu Publicznego Warszawy wraz z Raportem z konsultacji społecznych“. Już sama nazwa wskazuje, że mamy do czynienia z nowomową ekoszołomów (fajne określenie, nieprawdaż?).
Oto więc kilka najbardziej szkodliwych z ich totalitarnych pomysłów:
- Ograniczanie do minimum działań inwestycyjnych w zakresie układu drogowego, mogących doprowadzić do zwiększenia przepustowości ulic.
- Wprowadzenie normatywu parkingowego (maksymalna dopuszczalna liczba miejsc parkingowych), ograniczają̨cego liczbę̨ miejsc parkingowych powstają̨cych wraz z nowymi inwestycjami.
- Wprowadzenie ograniczeń w realizacji parkingów wielopoziomowych. Budowa parkingu wielopoziomowego powinna być powiązana z redukcją liczby miejsc parkingowych w poziomie terenu.
- Wprowadzanie rozwiązań typu: pas „pod prąd” lub wspólny pas autobusowo-tramwajowy, jednak bez powiększania przepustowości ulic dla samochodów osobowych.
- Rozszerzenie systemu płatnego parkowania wraz z usprawnieniem kontroli odpłatności
W normalnym kraju, władza powinna kierować się dokładnie odwrotnymi wytycznymi. Jak przyznają jednak bez ogródek urzędnicy z Warszawy, polityka utrudniania, czy wręcz zwalczania kierowców w mieście, jest świadomym, celowym i konsekwentnie realizowanym w dłuższej perspektywie czasowej działaniem. Oni nawet się tego nie wstydzą, wręcz przeciwnie – są z tego dumni.
Najgorsze jest to, że w realizacji swoich postępowych wizji kolektywnego transportu, urzędasy wkraczają z butami w nasze prawo własności. Deweloperzy będą zmuszeni pod groźbą nieuzyskania pozwolenia na budowę, stawiać nowe domy z mniejszą ilością miejsc parkingowych niż wymagają tego ich klienci. Ma to zniechęcić przyszłych mieszkańców do poruszania się burżuazyjnym reliktem za jaki czerwoni uważają samochód.
Te wszystkie kłody, jakie władza rzuca pod koła kierowców, i tak nie przyniosą upragnionego efektu. Nasili się tylko frustracja i dalej zanikać będzie szacunek dla prawa drogowego (o ile jeszcze istnieje). Część kierowców pewnie ulegnie i przesiądzie się do tak kochanego przez postępowców zbiorkomu – nie będą mieli wyjścia. Jadąc w upale, tłoku i smrodzie nowiutkim tramwajem, będą marzyć o dawnej wolności jaką dawała jazda swoim własnym autem…













