Większość dzisiejszych samochodów pozwala na osiągnięcie prędkości ok. 200 km/h. Tymczasem w Europie maksymalną dopuszczalną  prędkością  na autostradzie jest zaledwie 130 km/h. Czyżby producenci aut liczyli na to, że ich klienci będą swoje maszyny sprawdzać na profesjonalnym torze? Oczywiście nie. Wyposażyli je w takie osiągi, gdyż doskonale wiedzą, że większość kierowców przekracza maksymalną dozwoloną prędkość, jaką jest 130 km/h (a w niektórych krajach nawet 110 km/h!). Szanujący się człowiek nie kupiłby auta, które osiąga np. 140 km/h gdyby w tej samej cenie miał podobny samochód osiągający 240 km/h. Dobrze jest przecież mieć pewien zapas mocy…

Jest to przykład hipokryzji. Władze drogowe zabraniają jeździć pojazdom szybciej niż 130 km/h, jednak nie zabraniają (jeszcze…) jeździć autem, które “na szafie” ma 260 km/h. Swoiste przymykanie oka, bez którego jazda po autostradach w Polsce i Europie byłaby swego rodzaju udręką.

Przymykanie oka skończyło się już jednak dla kierowców ciężarówek. Muszą oni sobie montować ograniczniki prędkości do 100 km/h. Ktoś powie, że to dobrze, bo pędzące 130 km/h TIRy to poważne zagrożenie. Tak, jest to bardzo niebezpieczne. Jednak jeśli godzimy się na montowanie ograniczników prędkości w ciężarówkach, to za parę lat będziemy je montować w autach osobowych. Argumentacja będzie taka sama: auto pędzące 150 km/h (nawet na autostradzie) to śmiertelne niebezpieczeństwo…

Niemieckie autobahny ratują honor zwalniającej Europy

Niektórym wydaje się, że w ojczyźnie Adolfa Hitlera* nie odnajdziemy zbyt wielu swobód. Jest jednak kilka rzeczy, które świadczą o sporej dozie zdrowego rozsądku u Niemców i ich zamiłowaniu do wolności. Jedną z nich są słynne na całą Europę autostrady. Jedyne drogi w Europie, gdzie nie obowiązuje ŻADEN limit prędkości. Mamy tam tylko genialny wynalazek (o którym kiedy indziej) jakim jest prędkość zalecana (Richtgeschwindigkeit). Wynosi ona przeważnie 130 km/h.

Na niemieckim autobahnie możemy jechać z prędkością jaka NAM, a nie urzędnikom, wydaje się bezpieczna. Dla jednego będzie to 130 km/h, dla innego 150, a dla właścicieli Porsche czy BMW M3 – 210 km/h. W ten sposób jeździ się w Niemczech po autostradach od lat, i jest to, co najważniejsze, LEGALNE.

W Polsce, jak i w innych krajach Europy, jeździ się po autostradach z podobnymi prędkościami. Jeden jedzie polonezem prawym pasem 110 km/h, inny corollą 150 km/h, a jeszcze inny 190 km/h nową e-klasą. I każdy szanujący się użytkownik autostrad w Polsce (bez względu na ich ilość i długość…) uznaje taki stan rzeczy za naturalny. Jest tylko jeden szkopuł. W Polsce taka jazda jest NIELEGALNA.

Kwestia bezpieczeństwa

Argumenty zwolenników zakazów i coraz ostrzejszych limitów prędkości sprowadzają się jak zwykle do jednego: bezpieczeństwa. Jednak w przypadku autostrad, dróg, które z założenia budowane są dla szybkiego ruchu, dozwolona prędkość ma niewielki wpływ na liczbę ofiar i wypadków. Statystyki stawiają niemieckie autostrady w średniej unijnej pod względem liczby zabitych. Brak limitu prędkości czy też jego obowiązywanie nie ma widocznego przełożenia na ilość wypadków. Dlaczego tak się dzieje? Częściowo zapewne dlatego, że poza Niemcami kierowcy na autostradach i tak nagminnie przekraczają dozwolone 130 km/h. Wystarczy przejechać się po polskiej A1 aby się o tym przekonać. U nas łamane jest wtedy prawo drogowe, ludzie tracą do niego szacunek. W Niemczech zaś, taka sama jazda jest całkowicie legalna.

Poniższa ilustracja, mimo że ma już parę lat, dowodzi braku związku pomiędzy dozwoloną prędkością na autostradzie a liczbą wypadków:

Brak korelacji pomiedzy dozwoloną prędkością a liczbą zabitych na autostradach

Wykres pozwala prześledzić na przykładzie 13 państw związek między dozwoloną prędkością na autostradzie a liczbą ofiar śmiertelnych. Jak widać, takiego związku brak.

Brak ograniczenia prędkości na polskich autostradach

Dlatego też, aby przywrócić mocno nadszarpnięty szacunek kierowców dla prawa drogowego, należy jak najszybciej wprowadzić brak limitu prędkości na polskich autostradach. Niemcy dali dowód na to, że takie rozwiązanie jest możliwe i świetnie się sprawdza. Czy Polacy nie zasługują na podobne swobody? Ktoś powie zapewne, że mamy niższy poziom kultury drogowej od Niemców i dlatego nie możemy pozwolić sobie na to co oni. Być może jest to prawda. Jednak oznaczałoby to, że wszystkie narody europejskie mają również niższy poziom kultury drogowej od Niemców. Bo w całej Europie mamy do czynienia z limitami prędkości. Czyżby znowu Deutschland über alles? Poza tym, polscy kierowcy nigdy nie nauczą się dojrzałości na drodze, jeśli będą ciągle traktowani jak małe dzieci, które trzeba śledzić, kontrolować i ograniczać – dla ich własnego dobra oczywiście. Ktoś, kogo mamusia zmuszała do jazdy na rowerze z czterema kółkami do 15 roku życia (bo jeszcze sobie mój synuś coś zrobi…), raczej nie zostanie już dobrym cyklistą…

Aby zrobić coś konkretnego w kwestii zmiany prawa, konieczne będzie rozpropagowanie idei autostrad bez limitu prędkości w Polsce. Podzielcie się tym pomysłem ze znajomymi. Podyskutujcie. Zostawcie komentarz z poparciem na stronie. Jeśli będzie nas odpowiednio dużo, skierujemy odpowiednie propozycje do ministerstwa. Najpierw wypadałoby jednak stworzyć swoiste lobby zwolenników autostrad bez limitu prędkości.

A później – jeśli tylko partia i ekolodzy pozwolą…

*oczywiście A. Hitler urodził się na terenie Austrii, ale wiadomo, że czuł się Niemcem…