W środę senatorowie zajęli się nieszczęsną ustawą, która wprowadzić ma elementy państwa policyjnego przez postawienie ponad tysiąca nowych fotoradarów na drogach. Bardzo ciekawe i pokazujące mentalność naszych ustawodawców są wypowiedzi kilku z nich odnośnie uchwalanej ustawy.

Senator Marek Trzciński (PO) użalał się, że “powszechne jest lekceważenie przepisów ruchu drogowego, szczególnie dotyczy to przekraczania dopuszczalnych prędkości. I tak na przykład dopuszczalną prędkość poza obszarem zabudowanym przekracza 70% kierowców, dopuszczalną prędkość na przejściach – prawie 89%, a dopuszczalną prędkość w miastach – ponad 79% kierowców.”

Jaki wniosek wyciąga senator z tych, jakże odpowiadających życiu, danych? Należy według niego natychmiast zaostrzyć prawo. Nie przyszło mu niestety do głowy, że skoro ZDECYDOWANA WIĘKSZOŚĆ kierowców łamie nasze absurdalne ograniczenia, należy zmienić limity prędkości i pozwolić jeździć kierowcom z prędkością jaką, powtarzam, zdecydowana większość z nich uważa za bezpieczną. Dlaczego senator Trzciński chce wprowadzić zamordystyczne prawo wbrew 80% polskich kierowców?

Co więcej, senatorowie chcą aby karane było przekroczenie prędkości nawet poniżej 10 km/h. Twierdzą, że taki “rozkaz” przyszedł z Brukseli, a poza tym, tolerancja o wielkości 10 km/h oznaczałaby, że o tyle większa jest de facto dopuszczalna prędkość. Dlatego jazda zbyt szybka nawet o 1 km/h jest według nich niedopuszczalna. Kto to słyszał jechać 100 km/h zamiast 90 km/h poza terenem zabudowanym! Zgroza!

Państwo policyjne

Na przykładzie senatora Marka Trzcińskiego widać doskonale, jak wielki tupet mają wrogowie swobody na drogach i jak bardzo lekceważą obyczaje zdecydowanej większości kierowców. Czy któryś z nich, będąc przy zdrowych zmysłach, zagłosuje jeszcze na senatora Trzcińskiego?

Odrobina zdrowego rozsądku pojawiła się, gdy przemówił senator Andrzej Person (PO), był to jednak głos wołającego na puszczy:

Możemy wyjechać teraz z obecnymi tu panami policjantami na trasę do Włocławka. Ja państwu pokażę kilkanaście miejsc kompletnie bezsensownych – dozwolona prędkość 40, 30 km/h. Przestrzeganie tego jest idiotyzmem, gdzieś w polu stacje benzynowe, zza zakrętu nagle trzeba gwałtownie hamować, bo ktoś sobie wymyślił ograniczenie. Czy jest jeden święty w tym naszym pięknym kraju, który to ustala, wymyśla? Czy nie mamy prawa weryfikacji tego? Przecież połowa, no może nie, ale jedna trzecia tych ograniczeń jest bardzo mocno dyskusyjna.”

Również przytomnie zabrał głos senator Ryszard Knosala (PO):

Jak pokazują dane statystyczne, liczba ofiar śmiertelnych na autostradach wydaje się nie mieć związku z obowiązującymi w danym pañstwie maksymalnymi dopuszczalnymi prędkościami na autostradach. I tak w Austrii na miliard kilometrów przejechanych przez pojazdy ginie 5,9 osób, w Czechach – 9,9. Przy tym i w Austrii, i w Czechach mamy ograniczenie do 130 km a jednak tu mamy 5,9, a tu mamy 9,9. Z kolei w Niemczech, gdzie w ogóle nie ma formalnego ograniczenia, jest tylko zalecenie dotyczące 130 km na godzinę, liczba ta wynosi tylko 3,8, czyli cały czas idzie to w dół [...] czy rozważano, aby wyłączyć autostrady z tych przepisów?

Nieco wymijająco odpowiedział mu senator Zbigniew Meres (PO):

Nie rozważaliśmy jednak tego, żeby tych ograniczeń na autostradzie nie było. Zwiększono [za to] dopuszczalną prędkość o 10 km/h.

To, że w ogóle nie rozważali braku ograniczeń prędkości specjalnie nie dziwi przy tak liberalnych-inaczej posłach i senatorach. Jednak za ich mały sukcesik należy uznać zwiększenie dopuszczalnej prędkości na autostradzie do 140 km/h. Ciekawe ile nowych fotoradarów będzie tego limitu skrupulatnie pilnować?