Trybunał Konstytucyjny orzekł, że zgodne jest z Konstytucją karanie pijanego rowerzysty na tych samych zasadach co kierowcy auta. Cyklista zamiast być traktowany podobnie (choć oczywiście nie tak samo) jak pieszy, użytkownik łyżworolek czy hulajnogi, karany jest w Polsce jak kierowca samochodu, autobusu lub TIRa. W polskich więzieniach siedzi więc więcej “kolarzy” niż pijaków złapanych za kółkiem. Mając zaledwie 0,5 promila można u nas trafić za kratki. Dla porównania, w Niemczech rowerzysta może mieć nawet 1,59 promila, i jeśli nie stwarza zagrożenia, policjant puszcza go wolno (o ile w ogóle przyjdzie mu do głowy go kontrolować).

Znaj proporcję mocium panie!

Tak stwierdził Sąd Rejonowy we Wschowie (szacunek), który wysłał zapytanie do TK, gdyż miał poważne (i jakże uprawnione) wątpliwości co do tak drakońskiego prawa. Trybunał orzekł jednak, że nietrzeźwy rowerzysta jest większym zagrożeniem niż pieszy, w związku z czym obecne prawo jest słuszne i zgodne z Konstytucją, m. in. z zasadą sprawiedliwości waga-roweru1społecznej (art. 2). Niestety nie zbadał jego zgodności z zasadą starej, “zwykłej” sprawiedliwości, która ma się do jej “społecznej” wersji tak, jak krzesło do krzesła elektrycznego.

Zasada proporcjonalności kary

Samochód waży kilka ton, ciężarówka nawet kilkadziesiąt ton, a rower? Kilkanaście kilogramów. Odpowiedzialność pijanego cyklisty powinna uwzględniać te proporcje. Jakie bowiem szkody może wyrządzić rower wjeżdżając w przystanek autobusowy pełen ludzi? A jakie rozpędzony samochód lub, nie daj Boże, TIR??? Są to dwie, zupełnie nieporównywalne kwestie. Zasadne jest więc, aby rowerzyści będący “pod wpływem” ponosili lżejsze kary niż ma to miejsce obecnie.

Ile może wypić rowerzysta?

Cykliści powinni również podlegać innym normom zawartości alkoholu. Zakrawa na zamordyzm fakt, że w niektórych krajach Europy kierowca samochodu może mieć nawet 0,8 promila, w Polsce zaś, rowerzysta z 0,5 promila, uznawany jest za przestępcę i może trafić (wielu trafia!) za kratki. Czyż nie ociera się to o głupotę?

Wyobraźmy sobie, że ktoś chce pojechać z piękną dziewczyną na wycieczkę rowerową do lasu, zrobić piknik. Jako romantyk, bierze ze sobą butelkę dobrego wina. W Polsce będzie uznany za zwyrodnialca i przestępcę, który lekceważy zasady bezpieczeństwa i naraża życie innych. Za to np. w Niemczech, cyklista może bez stresu spędzić sobie piknik z dziewczyną, delektując się razem z nią winem z Chile. W drodze powrotnej, dla ochłody, wpaść może jeszcze do knajpy i bez obaw, że trafi do kryminału powiedzieć do kelnerki – zwei Bier, bitte!

Dwoje przyszłych przestępców
Dwoje przyszłych przestępców, cyklistów. Fot. Istockphoto/Diego Cervo

W Niemczech rowerzysta mający nawet 1,59 promila, jeśli nie stwarza zagrożenia na drodze, może jechać spokojnie. Czy u nas koniecznie trzeba przepełniać takimi delikwentami więzienia? Ciekawą korzyścią tego rozwiązania jest również to, że człowiek będący pod wpływem alkoholu ma dodatkowy bodziec by zamiast samochodem przemieszczać się rowerem. W świetle polskiego prawa nie ma to dla niego większego znaczenia. Konsekwencją bardziej liberalnych przepisów byłoby więc zmniejszenie się liczby pijanych kierowców na drogach. Może nie duże, ale zawsze…

Utrata prawa jazdy

Bardzo bulwersuje fakt, że nietrzeźwy cyklista może stracić prawo jazdy na samochód. Zrozumieć jeszcze można, że traci kartę rowerową (jeśli ten relikt jeszcze gdzieś istnieje…), ale utrata uprawnień dotyczących innych pojazdów (samochód, motor, ciężarówka) nie powinna w ogóle wchodzić w rachubę.

rolkiKonsekwencją przyjęcia obecnej zasady może równie dobrze być odbieranie prawa jazdy nietrzeźwej osobie na rolkach lub pijanemu pieszemu, który się zatoczył i wszedł na jezdnię. Czy jest ktoś, kto uważa, że i oni powinni stracić “prawko”? Idąc jeszcze dalej, gdy wprowadzone zostaną przepisy zakazujące szusowania na nartach po “grzańcu” (już trwają przymiarki), czy wtedy również narciarzom należy odbierać uprawnienia do jazdy autem?

Utrata prawa jazdy powinna następować tylko przy wykroczeniach związanych z prowadzeniem samochodu. Rowerzysta, pieszy czy użytkownik hulajnogi powinien podlegać grzywnie oraz innym karom przewidzianym przez kodeks, ale nie mającym nic wspólnego z posiadaniem bądź nie “prawka” na auto.

Cykliści na chodniki

Oczywiście ważną kwestią jest ilość ścieżek rowerowych, których u zachodnich sąsiadów jest więcej niż u nas. Dopóki ich nie będzie, należało by pozwolić cyklistom jeździć po chodnikach, które w odróżnieniu od jezdni często świecą pustkami. Po co rowerzysta ma się pchać na jezdnię i tworzyć za sobą korek wlokąc się 20 km/h, skoro może znacznie bezpieczniej poruszać się po chodniku obok? Obecne przepisy na to jednak cyklistom nie zezwalają, przez co dochodzi do sytuacji jak na poniższym zdjęciu.

Rowerzysta blokujący ruch drogowy
Rowerzysta blokujący ruch drogowy
fot. Igor Kohutnicki, Istockphoto/Don Bayley/kzenon