Socjalista i zadeklarowany gej, mer Paryża Bertrand Delanoë zamierza po raz kolejny pokazać Europie jak rozwiązuje się problemy komunikacyjne miasta. Dwa lata temu wprowadził do stolicy Francji system publicznych wypożyczalni, zawierający ponad 20 tys. rowerów, które miały zachęcić do rezygnacji z poruszania się autami, rozładować korki i oczywiście emitować mniej złowrogiego CO2. Opłata za wypożyczenie pojazdu to symboliczne kilka euro.

Jak to zwykle bywa z rzeczami “darmowymi” czy też należącymi do “wszystkich”, w ciągu dwóch lat, na 21 tys. rowerów Velib (tak je nazywają), aż 8 tys. zostało skradzionych. Znajdowano je w Sekwanie, wiszące na latarniach czy jeżdżące, tyle, że w Afryce. Jeszcze większa liczba jest regularnie dewastowana. Nie przeszkadza to jednak Francuzom uznawać całe przedsięwzięcie za sukces, stawiający ich miasto w awangardzie postępu.

Zachęcony gratulacjami od zielonych z całego świata, czerwony mer, nie zważając na marnotrawstwo, zamierza teraz wprowadzić na ulice swojego miasta 3 tys. małych, elektrycznych aut, które będzie można wypożyczyć również za symboliczne kilka euro. Każdy nastolatek z przedmieść Paryża wie, że podzielą one los “darmowych” rowerów. Będą kradzione, dewastowane i jeszcze trzeba będzie do nich krocie dopłacać. Nie przeszkodzi to jednak czerwonym i zielonym w ogłoszeniu miastu i światu kolejnego “sukcesu”…

fot. Nicolasnova
Zdewastowany “publiczny” rower. Fot. Nicolasnova
Tego roweru wandale dobrodusznie nie rozwalili, a tylko pomalowali sprayem. Fot. Gaël Chardon

Tego roweru wandale dobrodusznie nie rozwalili, a tylko pomalowali sprayem. Fot. Gaël Chardon

Tutaj zaś mamy próbkę umiejętności “publicznych rowerzystów”, warto doczekać puenty: