Rozumiem gdy pismaki po takim wypadku jak ten ostatni, gdzie zginęło jednorazowo 18 osób, robią z tego sensację na pierwszą stronę i główny temat wiadomości telewizyjnych. Nic tak nie ożywia newsa jak trup. A co dopiero 18 trupów w jednym miejscu?

Rozumiem też policję i ITD, które włączając się w ten szum medialny, nagle organizują zmasowane kontrole busów. Każdy chce mieć swoje pięć minut w TV by pokazać jaki jest niezbędny.

Nie zdzierżyłem jednak, gdy przypadkowo obejrzałem populistyczny program “Uwaga!” w TVN, który zajął się “żądnymi zysku za wszelką cenę” kierowcami minibusów. To, jaką nagonkę można rozpętać na Bogu ducha winnych kierowców wożących ludzi po Polsce, przerosło moje oczekiwania. Materiał ten do obejrzenia jest TUTAJ.

Najpierw przyczepili się do tzw. certyfikatów kompetencji zawodowych, które musi posiadać jedna z osób zarządzających firmą aby dostać licencję na przewóz osób. Dziennikarze uznali za skandal fakt, że taki certyfikat to w rzeczywistości fikcja, i zamiast go wyrabiać, można za parę złotych umówić się z osobą, która już go posiada by świadczyła nam usługę zarządzania. Oczywiście tylko na papierze.

Co daje naprawdę posiadanie tego certyfikatu? Osobie, która go wyrabia nic. Daje za to wiele miejsc pracy dla urzędasów, którzy w całej Polsce organizują poprzez Instytuty Transportu Drogowego wydawanie tych dokumentów.

Wydanie zaś poprzedzone jest stosownym egzaminem (koszt zaledwie 800 zł). Jakiej wiedzy wymaga się od osoby, która chce go zdać? Oprócz zagadnień związanych bezpośrednio z przewozem osób, trzeba nauczyć się rzeczy praktycznie z nim niezwiązanych. Oto tylko niektóre przykłady pytań z takiego egzaminu:

  • Co rozumiemy pod pojęciem kapitału?
  • Jaką formą marketingu jest reklama?
  • Co jest warunkiem korzystania z usługi polecenia przelewu?
  • Jakie są prawne formy zabezpieczenia kredytu?
  • Której z niżej wymienionych czynności nie umożliwia karta płatnicza?
  • Kiedy pracodawca nie może rozwiązać z pracownikiem bez wypowiedzenia umowy o pracę?
  • Kiedy następuje połączenie spółek kapitałowych?
  • Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością jest spółką: cywilną, akcyjną, kapitałową czy osobową?

Prosty człowiek, który chce po prostu kupić sobie busa i zarabiać uczciwie na życie, musi wkuć na egzamin tyle niepotrzebnych mu zupełnie informacji. Bo chyba nikt nie jest na tyle głupi by sądzić, że nieodzowną wiedzą dla osoby chcącej prowadzić przewóz osób jest znajomość zagadnienia łączenia się spółek kapitałowych? Za wyjątkiem urzędników oczywiście. Ci na tym świetnie zarabiają, mają poczucie władzy i… wspaniałe możliwości korupcyjne.

Kontrola busa przez ITD

Kontrola busa przez ITD

Następnie ekipa dzielnych dziennikarzy z TVN postanowiła zbadać jak to możliwe, że pociągiem z Lublina do Warszawy jedzie się 2 godz. 35 min. (za 37 zł), autobusem PKS 3 godz. 20 min. (za 23 zł) a prywatnym busem u krwiożerczego kapitalisty jedynie 2 godz. 30 min. (za 25 zł). Do ich żądnych taniej sensacji głów nie dociera prosta prawda, że to co prywatne, zawsze jest szybsze i tańsze od tego co państwowe. Mentalność PRL wiecznie żywa.

Żeby sprawdzić ten “paradoks”, redaktorzy postanowili pojechać za takim busem by wykazać, że musi on przekraczać przepisy ruchu drogowego chcąc pokonać trasę w tak krótkim czasie. Wydawać by się mogło, że będzie musiał pędzić po 150 km/h nie zważając na nic. Co się okazało naprawdę? Że kierowca przekraczał dozwoloną prędkość zaledwie o ok. 10 km/h, raz nawet o 18 km/h, czyli o tyle, o ile robi to codziennie zdecydowana większość z nas. Co w tym takiego nadzwyczajnego i szczególnie niebezpiecznego? Nic, ale sensację zawsze zrobić można.

Istotę głupoty tej nagonki świetnie pokazała końcówka programu. Okazało się, że pasażerowie, nawet pomimo faszerowania ich obrazami z ostatniego wypadku pod Nowym Miastem, dalej ochoczo jeżdżą przeładowanymi i przekraczającymi dozwoloną prędkość busami. Robią to dobrowolnie, na swoją odpowiedzialność, zgodnie z zasadą “chcącemu nie dzieje się krzywda”.

Jeśli jazda busami w Polsce miałaby komuś przeszkadzać to właśnie im, klientom. Tak jednak nie jest. Co więcej, potrafią oni nawet zwyzywać funkcjonariuszy zatrzymujących taki pojazd do kontroli. Komu więc przeszkadzają polskie minibusy? Urzędnikom, którzy chcą wszystko i wszystkich kontrolować (”bo co by to było jakby taka wolna amerykanka…) oraz żądnym taniej sensacji dziennikarzom.