Nie sposób zgodzić się z poglądami p. Andrzeja Dąbrowskiego, który w nr. 1/11 “Auto Świata” zabrał głos w kwestii bezpieczeństwa i bezlitośnie skrytykował wprowadzenie nowych, wyższych limitów prędkości na autostradach i drogach ekspresowych.

P. Andrzej oburza się, że obowiązujące od 1. stycznia łagodniejsze limity powiększą niechlubną liczbę 4572 zabitych rocznie (2009). Uważa za rzecz nie do pomyślenia, że “jako jedyni w Europie” zwiększamy zakres swobody kierowców zamiast go systematycznie ograniczać. Fundamentalny błąd w jego rozumowaniu polega na tym, że nie czyni on żadnego rozróżnienia między rodzajami dróg a poziomem bezpieczeństwa na nich. Autor miałby odrobinę racji, gdyby szybciej można było jeździć np. w terenie zabudowanym czy po wszystkich drogach krajowych. Tak jednak nie jest. Nowe, bardziej liberalne prawo dotyczy jedynie dróg ekspresowych i autostrad a te są przecież najbezpieczniejsze!autostrada

W roku 2009 na tych najszybszych polskich drogach zginęło jedynie (jeśli można tak się wyrazić) 66 osób, co stanowi niespełna 1.5% wszystkich zabitych. Np. na autostradzie A2 życie straciły tylko… 3 osoby. Zdecydowana większość śmiertelnych wypadków (88,8%) miała miejsce na drogach jednojezdniowych dwukierunkowych. O czym to świadczy? Po pierwsze o tym, że aby zmniejszyć liczbę tragedii, należy budować więcej dróg szybkiego ruchu. Po drugie o tym, że nowy, zwiększony limit prędkości nie będzie miał praktycznie żadnego wpływu na całkowitą liczbę ofiar wypadków w naszym kraju. Paradoksalnie, może ją nawet zmniejszyć.

Zwiększy się bowiem szacunek dla prawa drogowego, które przynajmniej na autostradach i drogach ekspresowych bardziej będzie przystawać do zwyczajów, temperamentu i stylu jazdy polskich kierowców. Dobre prawo to takie, które przestrzegane jest z powszechną świadomością jego słuszności. Myślę, że ostatnia nowelizacja w dużej mierze spełnia ten warunek.

Według p. Andrzeja, szacunek dla prawa winno się budować w inny sposób. Przez coraz surowsze kary, zmniejszanie dozwolonych prędkości, jeszcze bardziej skomplikowane i droższe kursy jazdy i inne szykany. Jest to nie tylko bezcelowe, ale i przynosi efekt odwrotny do zamierzonego. Kierowca powinien przestrzegać przepisów nie dlatego, że panicznie boi się kary, ale dlatego, że jest przekonany o ich słuszności. Do takiego stanu powinniśmy dążyć.

Dyskutując o limitach prędkości i autostradach nie sposób nie odnieść się do Niemiec. Zrobił to i p. Andrzej stwierdzając, że jedynie “na niewielu odcinkach o długości kilkunastu km., może nieco dłuższych” nie ma żadnych ograniczeń szybkości. Wszędzie indziej jeździ się według niego nie więcej niż 130 km/h. Jest to nieprawda. Według oficjalnych danych, aż na 2/3 słynnych niemieckich Autobahnów, liczących ok. 12800 km, nie ma żadnych limitów.
Skąd tak drastyczna pomyłka? Podejrzewam, że autor widząc na drodze kwadratowy, niebieski znak z białym napisem “130″ wziął go za ograniczenie prędkości do tej wartości. Oznacza on jednak co innego – prędkość zalecaną. Niezwykle rozsądny, niemiecki wynalazek. Autostrady u naszych zachodnich sąsiadów są niezbitym dowodem na to, że liberalne limity prędkości, a nawet ich brak, nie muszą powodować masowych masakr na drogach.

W Niemczech znak ten oznacza prędkość zalecaną, a nie ograniczenie do 130 km/h!
W Niemczech znak ten oznacza prędkość zalecaną, a nie ograniczenie do 130 km/h!

Jednym z większych absurdów w tekście p. Andrzeja jest jego apel o dostosowanie kar finansowych do słynnych tzw. standardów europejskich. Uzasadnia to tym, że skoro ceny paliw w krajach UE są podobne do naszych, takie same powinny być też i mandaty. Wysokość zarobków nie ma tu według niego znaczenia. Skoro tak, to ciekaw jestem jakie powinny być jego zdaniem mandaty w USA, gdzie paliwo jest dwa razy tańsze niż w Polsce, a średnie zarobki kilka razy wyższe?

Myślę, że większość kierowców (nie licząc może ekologów, kobiet i starców…) zgodzi się ze mną, że nowe prawo o ruchu drogowym to krok w dobrym kierunku. Oprócz łagodniejszych ograniczeń prędkości, pochwalić należy wprowadzenie tolerancji na jej przekraczanie o 10 km/h. Pozwoli to zwiększyć koncentrację bardziej na sytuacji na drodze a mniej na kurczowym śledzeniu wskazówki prędkościomierza. To również w sposób paradoksalny może zwiększyć poziom bezpieczeństwa, a nie koniecznie go zmniejszyć. Niestety tolerancja dotyczy tylko fotoradarów. Suszarki i wideorejestratory nadal będą karać za przekroczenie nawet o 1 km/h…

Nowa dekada XXI wieku zaczęła się dla polskich kierowców lekkim poluzowaniem krępujących ich ograniczeń. Miejmy nadzieję, że ten pozytywny trend utrzyma się dalej i będzie szedł w parze z setkami kilometrów nowo otwartych autostrad i dróg ekspresowych.