Donald Tusk, komentując fiasko propagandowej akcji „Narodowy Eksperyment Bezpieczeństwa”, stwierdził, że jest to „o tyle przygnębiające, że Polska dzisiaj karze najsurowiej w Europie pijanych i nietrzeźwych”. Wezmę nieco w obronę tę najbardziej znienawidzoną grupę kierowców.

W Polsce osoba prowadząca pojazd mająca 0,5 promila alkoholu we krwi uważana jest za zdegenerowanego przestępcę, którego wyłącznym miejscem przebywania winna być cela. Tymczasem w wielu krajach europejskich (czy USA) dopuszczalna jest jazda z taką właśnie zawartością, a nawet większą, bo sięgającą 0,8 promila jak w przypadku Irlandii, gdzie za kołnierz się przecież nie wylewa. Z kolei za naszą zachodnią granicą rowerzysta może mieć do 1,6 promila (!) i o ile jest w stanie jechać prosto, to nie musi obawiać się kontroli policyjnej. I jakoś nie ma tam problemu „cyklistów pijaków”….

Ona raczej nie powinna już wsiadać za kółko.

Pojęcie “nietrzeźwego” czy “pijanego” kierowcy jest więc dość względne. Jeśli, jak sam premier przyznaje, surowe polskie prawo nie przynosi większej poprawy i policja wyłapuje ciągle masę prowadzących pojazdy “po spożyciu”, to może trzeba po prostu zmienić podejście do problemu? Można by skorzystać z rozwiązań istniejących w USA czy Niemczech. Polegają one na tym, że delikwent przyłapany z zawartością np. 0,5 promila musi wykonać określone ćwiczenia jak przejście po prostej linii czy dotknięcie się w określony sposób palcem do nosa. Jeśli temu sprosta, może jechać dalej. Jeśli nie, czekają go surowe konsekwencje. Zawartość powyżej np. 0,8 promila byłaby oczywiście karana bez względu na sprawność ruchową kierującego.

Dzięki takiemu rozwiązaniu kara jest bardziej proporcjonalna do czynu. Bo co innego znaczy 0,5 promila dla stukilogramowego mężczyzny, a co innego dla niewiasty ważącej 50 kg. Dzisiaj takie przypadki traktuje się identycznie. Taką samą sytuację mamy w przypadku “wczorajszych” kierowców. Zupełnie czym innym jest 0,6 promila w godzinę po wypiciu, a czym innym ta sama zawartość na drugi dzień rano. Zdolności motoryczne człowieka są w tych dwóch przypadkach zupełnie inne (nie oznacza to oczywiście, że jazda na kacu jest w pełni bezpieczna).

Karzmy więc surowo, ale tych, którzy naprawdę na to zasługują.

fot. Istockphoto/Carmen Martínez Banús