Wyższość Jeremy’ego Clarksona nad zdecydowaną większością dziennikarzy polega na jednej zasadniczej rzeczy. Nie, nie na pieniądzach BBC. Również nie na jego przesadnych, silących się na oryginalność porównaniach (”ma sexappeal wielbłąda z zapaleniem dziąseł” – o Porsche Cayenne), ani też nie na możliwości testowania najnowszych superaut.swiat_wed_ug_Clarksona_4._W_czym_problem

Największą zasługą lidera Top Gear dla motoryzacji jest jego zdroworozsądkowe, wywodzące się z konserwatywno-liberalnych tradycji brytyjskich, podejście do ruchu drogowego, jego kultury oraz wreszcie samego samochodu. To podejście dokładnie odwrotne od tego, jakie prezentują inni dziennikarze, również, a może nawet przede wszystkim w Polsce.

Głoszą oni zgoła inne poglądy niż Clarkson. Ich bożkiem, przed którym klękają w każdym artykule jest “bezpieczeństwo”. Szybkość traktują z wrogością i pogardą. Ograniczenie do 50 km\h to dla nich zbyt mało, znam takich co woleliby 30 km\h. Rozmowę przez telefon podczas jazdy uważają niemal za zbrodnię, która winna być surowo karana, również przez zestaw głośnomówiący (sic!). Przymus jazdy w pasach bezpieczeństwa w żaden sposób nie ogranicza ich wolności. Wysokie ceny paliw? To nie problem, bo przecież “nie każdy musi jeździć samochodem” a nawet “lepiej by budżet państwa zarobił niż szejkowie” (sic!). Egzamin na prawo jazdy winien być według nich znacznie bardziej skomplikowany, droższy a także odbywać się kontrolnie co kilka lat. Żałują, że zmiana opon na zimowe nie jest przymusowa a fotoradary za każdym rogiem zupełnie im nie przeszkadzają, bo przecież “wystarczy jeździć zgodnie z przepisami” itd.

Wszystkie powyższe poglądy wyznaje znaczna liczba dziennikarzy motoryzacyjnych. Są przy tym śmiertelni poważni i wypowiadają je z opinią znawców. Nie można się więc dziwić, że otacza nas coraz większa liczba absurdów w ruchu drogowym, skoro nie ma praktycznie nikogo, kto mógłby się im w mediach rzeczowo, logicznie i stanowczo przeciwstawić. Tak jak czyni to Jeremy Clarkson. Na przykład TUTAJ.