Uczciwie myślący kierowcy od dawna wiedzą, że system punktów karnych, mandatów i wykroczeń drogowych zorientowany jest w coraz większym stopniu na jeden podstawowy cel. Ma ściągnąć do budżetu państwa jeszcze więcej naszych pieniędzy. To swoisty podatek, który nakłada się na nas pod pretekstem troski o tzw. bezpieczeństwo.Stock Photo

Karanie, surowe nawet, piratów, chamów i zwyrodnialców na drogach jest słuszne i sprawiedliwe. Problem w tym, że prawo w coraz większym stopniu w taki sposób zaczyna traktować uczciwych kierowców, którzy np. … rozmawiają przez telefon lub nie zmusili pasażerów do zapięcia pasów bezpieczeństwa. Czy są to aż tak groźne przewinienia, że według nowego, obowiązującego od 9 czerwca taryfikatora grozić ma za nie odpowiednio 5 i 4 punkty karne? Tymczasem za zachowanie faktycznie niebezpieczne, jakim jest np. wymuszenie pierwszeństwa podczas włączania się do ruchu grozi również 5 punktów. Gdzie tu proporcjonalność winy do kary?

O ile w ogóle można mówić o winie w przypadku rozmowy przez komórkę czy niezapięciu pasów. Bo jeśli ktoś nie potrafi prowadzić samochodu i jednocześnie jeść, używać telefonu, dyskutować z pasażerami, palić papierosa, ustawiać radia a nawet kichać (rzecz uważana przez niektórych za bardzo niebezpieczną!) to może niech lepiej wcale nie podejmuje się tej szalenie skomplikowanej czynności jaką jest prowadzenie auta?

fot. Istockphoto/Sean Locke